Widelec spadł mi na podłogę, kiedy usłyszała trąbienie na podjeździe. Oznaczało to tyle, że tata Rosa w końcu przyjechał! Zalała mnie fala ekscytacji.
- Spokojnie córciu, przecież i tak będziemy cię odwiedzać – powiedziałam wesoło mój tata zza gazety.
- Byle nie za często – wymruczałam podnosząc sztuciec.
- Ja już się nią zaopiekuję, proszę pana – Rosemare ze śmiechem objęła mnie ramieniem.
- Tak, tak. Przynieście lepiej swoje toboły na dół i zmiatać mi stąd! – uśmiechnęła się promiennie moja mama. W tej chwili usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Kiedy tata Rose rozmawiał z moimi rodzicami, ewakuowałyśmy się po bagaże.
***
Droga dłużyła się niemiłosiernie. Jazda przez te wszystkie wsi, wsie, wioski i autostrady naprawdę może znudzić, toteż praktycznie całość drogi przespałam na ramieniu Rose. Pamiętam tylko postój na stacji benzynowej. Kiedy w końcu wysiadłyśmy z samochodu, pierwsze krople deszczu musnęły moją rękę. Zapowiadali 30 stopni, więc ubrałam się dość wakacyjnie, i teraz moje ramiona automatycznie pokryły się gęsią skórką.
Ale grunt, że jesteśmy na miejscu!
- Nawet nie wie pan, jak bardzo chciałabym panu podziękować panie Dark – uśmiechnęłam się do ojca Rose przez szybę. Siedział już w aucie, a wcześniej pomógł nam zanieść wszystkie rzeczy do domu.
- Nie ma sprawy. Bawcie się dobrze dziewczęta! Tylko bądźcie ostrożne! Nie zapominajcie wyłączać żelazka, dokręcać kranu…
- …gasić światła i uważać z palnikami. Wiemy, tato! – dokończyła Rose, kiedy ojciec dawał jej buziaka na pożegnanie.
- No i ugotujcie sobie od czasu do czasu coś zdrowego, nie tylko zamawiać mi pizzę! – krzyknął jeszcze gdy odjeżdżał.
- W końcu same – powiedziała błogo moja przyjaciółka, kiedy WRESZCIE zostałyśmy same.
- W końcu… - przytaknęłam, dosłownie w chwili, kiedy rozdzwonił się mój smartphone. – Mama… - oczywiście nie mogła się powstrzymać! Z rezygnacją odebrałam telefon.
- Powodzenia – zachichotała Rose i uciekła do domu. Wystawiłam jej język.
***
- I jak? – zapytała mnie Rose, kiedy przyszłam do kuchni.
- Chciała tylko przekazać, że zapomniałyśmy walizki, do której spakowałyśmy się wspólnie. Ale z nas sieroty – roześmiałam się. – Dowiozą nam ją jutro, razem z niespodzianką… A propo jeszcze jednej niespodzianki, powinnyśmy zobaczyć za dom. Tam też jest jakiś budynek, widziałaś?
- Nie, nie zauważyłam. Znaczy, myślałam, że to garaż. Myślisz, że kupili nam furę? – rozdziawiła usta.
- To by było coś! Chodźmy sprawdzić – powiedziałam podekscytowana. Wyszłyśmy przed dom w chwili, kiedy rozpadało się na dobre. Przebiegłyśmy przed idealny, zadbany ogród aż do dziwnego budynku. W miarę, jak się do niego zbliżałyśmy, coraz wyraźniej słyszałyśmy rżenie. Rżenie?! Stanęłyśmy w strugach deszczu i popatrzyłyśmy po sobie mocno zdziwione. To przecież niemożliwe, żeby rodzice kupili nam konia! Ale z drugiej strony, po co byłby ten budynek? Ruszyłyśmy biegiem w stronę szerokich drzwi. Gdy je otworzyłyśmy, naszym oczom ukazał się piękny widok. Trzy wielkie boksy, a z lewego coś rżało. Pochyliłyśmy się nad drzwiczkami, a tam… przeuroczy, najpiękniejszy na świecie kucyk! Na oko szetland. Kasztanowo-srokaty. Śliczny. Ale…
- Oni chyba nie myślą, że będziemy na nim jeździć? – zmarszczyłam brwi. Raz czy dwa można, ale na dłuższą metę wysiadł by mu kręgosłup, nogi, stawy…
- Patrz, tu jest jakaś kartka! – zawołała Rose kierując wzrok ku ścianie.
,,Rosemare! Rozalio! Ta stajnia i Gaja to dodatkowy prezent od nas - małe dopełnienie, ale i próba. Gaja posłuży nam do eksperymentu, a mianowicie, czy potraficie zaopiekować się własnym koniem. Będzie u Was przez 2 miesiące, a pod koniec weterynarz i my stwierdzimy, czy potraficie zająć się własnym koniem. A potem... to się okaże, czy będziecie umiały utrzymać trzy konie i pomóż nam w kosztach. Aby zarobić po części na utrzymanie kucyka będziecie mogły zarabiać, np. prowadzić lekcje dla dzieci z sąsiedztwa. Siano macie na poddaszu, owies i inne suplementy w paszarni. W siodlarnii możecie złożyć cały skompletowany przez Was dotychczas sprzęt. Od nas znajdziecie tam dwa kantary, wodze, czaprak, wędzidło i zużyte, stare siodło. To powinno Wam na początek wystarczyć. Mamy nadzieję, że jesteście zadowolone. Wasi rodzice.”
- Aaaaa! – zapiszczałyśmy jednocześnie i rzuciłyśmy się sobie w ramiona. Przestraszyłyśmy trochę Gaję, ale i tak nic nie zdołałoby stłumić naszej euforii…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz