Otworzyłam drzwi Gaji, a ta podeszła.
- Część kochanie - pocałowałam ją w pyszczek. - Gotowa na pierwsze czyszczenie?
Roza przyszła z kantarem i "uwiązem", po czym jej go założyła.
- Ej! Mamy taki drobny problem. Nie mamy szczotek.
- Ale ja mam. Takie typowe - zbieram sprzęt zanim kupię konia - zaczęłyśmy się śmiać. - Wyprowadź ją na pole, a ja skoczę poszukać po walizkach.
Wpadłam do domu potykając się o torbę Rozy.
- Kto wpadł na pomysł żeby dać tu te torby?!! - zaczęłam narzekać. Otworzyłam pierwszą lepszą. Były w niej moje kosmetyki, w kolejnej rzeczy do gimnastyki i tańca. W końcu znalazłam skrzynkę ze szczotkami w ostatnie walizce.
Rozalia stała na polu z pasąca się Gają.
- Ca tak długo?
- A jak myślisz? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Ostatnia walizka? - zaczełyśmy się śmiać. - Pokaż no jakie to masz.
Wszystko było w kolorze czerwonym. Całą skrzynka, w niej szczotki. Były tam wszystkie potrzebne rzeczy, miękka, twarda, kopystki, gąbka, płyny do mycia koni, pudełeczko ze smarem do kopyt i pędzel, szczotki do grzywy, grzebień i inne takie.
- WOW, trochę nazbierałaś.
- Nawet - uśmiechnęłam się.
Gaja wpakowała swój pyszczek do skrzynki i zaczęła muldać szczotki.
Gaja wpakowała swój pyszczek do skrzynki i zaczęła muldać szczotki.
- Zostaw - wyciągnęłam jej pysk śmiejąc się. - Podobają ci się?
Zabrałyśmy się za czyszczenie. Po 20 minutach kuc lśnił.
- To co teraz robimy?
- Mówili, że możemy na niej robić oprowadzanki. Sprawdźmy, jak chodzi - zaproponowałam.
- No nie wiem. Nie wiadomo jak zareaguje... - Rozalia zawsze była tą rozważną. Ona powstrzymywała mnie przed robieniem różnych rzeczy. Teraz też to chce zrobić.
- Blisko jest do ziemi - zaśmiałam się. ,,Czy ją nie za często się śmieję?" - Nic mi się nie stanie, widziałaś mnie w akcji.
- No dobra, ale nie mamy sprzętu.
-To co? Ja wsiądę, a ty będziesz mnie prowadzić - powiedziałam, kiedy zgodziła się. - Zróbmy parę kółek stępem. Potem dwa kłusem i na koniec galopem.
- Jesteś pewna?
- Jasne. Nowe przeżycie! Jej!
- Jesteś wariatką.
- Tylko wariaci są coś warci!
- Dziwna jesteś.
- Dlatego mnie kochasz!
Wybuchłyśmy śmiechem. - Kłusujemy?
- Jasne.
Strasznie wybijało, jak to na każdym kucyku, ale bardzo ładnie szła i dało się wysiedzieć. Po dwóch kółkach Roza zwolniła strasznie dysząc.
- Brak kondycji kochana. Braaak.
- Weź się odczep! - uśmiechneła się.
- Dasz radę jeszcze galop?
- Dam, dam. Chwilkę tylko odetchnę. To były duże kółka.
- Okej.
Pochodziłyśmy chwilkę stępem i Rozalia odetchnęła. Ustawiłyśmy się tak by mieć dość dużą prostą, po czym ruszyłyśmy. Dałam znak do galopu i Gaja ruszyła. Miała świetny galop! Taki miękki i równy! Zatrzymałyśmy się. ,,Ja chcę jeszcze!" - pomyślałam. Szkoda, że nie mogę na niej jeździć.
- I jak? - spytała Roza.
- Super, świetny!!! - dałam Gai jabłko. - Co powiesz na przechadzkę po wsi?
- Dobry pomysł - powiedziała. - Rozstępujemy ją, a my obejrzymy wioskę.
- Mówiłam do konia - zaśmiałam się. ,,Serio! Bardzo często się śmieje." - No, ale chodźmy.
Wieś była prześliczna. Zadbane domy, piękne ogródki. Po drugiej stronie był las. Minełyśmy przystanek autobusowy. Prawie żadne auto nie jeździło po drodze.
Podbiegła do nas jakaś dziewczynka. Miała ciemne włosy, ubrana była w krótkie spodenki i luźną bluzkę.
- Hej! Ale słodki kucyk! Jak ma na imię?
- Gaja - odpowiedziałam.
- Ja jestem Julie, a wy?
- Ja jestem Julie, a wy?
- Rose - odpowiedziałam. - A to Roza.
- Jesteście siostrami? Macie strasznie podobne imiona.
- Nie, jesteśmy najlepszymi przyjaciólkami.
- Nie widziałam was tu wcześniej.
- Dopiero przyjechałyśmy. Dostałyśmy się do szkoły w Londynie i się przeprowadziłyśmy - mówiłam. Rozalia jakoś nie bardzo miała na to ochotę.
- To fajnie. Mogę was oprowadzić.
- Wiesz co może kiedy indziej, bo robi się późno a mamy trochę daleko do domu - powiedziałam patrząc na godzinie w telefonie.
- No dobra, dobra. Mogę zdjęcie z Gają?
- Jasne.
- Masz - podała Rozie telefon. - A ty się odwróć i ładnie uśmiechnij.
- Już - oddała Roza telefon.
- Dzięki. Patrz jakie słodkie. 583 537 479 - to mój numer zadzwońcie kiedy będziecie mieć czas. Paaa! - i odbiegła.
- To było dziwne - skomentowała Roza zdarzenie.
- Fajna dziewczyna. Tylko nie zdąrzyłam zapisać jej numeru.
- Pośpieszmy się, chyba że chcesz iść po ciemku.
- Hahaha.
***
- Zamówmy pizzę, nic od śniadania nie jadłam - zaproponowałam.
- A masz numer?
- Nie, ale od czego jest internet.
Otworzyłam laptopa i zaczęłam go przeglądać. Po powrocie do domu wyczyściłyśmy Gaji kopyta, dałyśmy kolację i poszłyśmy do domu. Ja znowu potknęłam się na torbach, więc zaniosłyśmy je do garderoby z obietnicą, że jutro się rozpakujemy.
- Mam - wybrałam numer na moim telefonie. - Dzwoń. Mają nasza ulubioną, zamów dużą.
Roza poszła do kuchni zadzwonić, a ja zaczęłam szperać w szafkach.
- Tu są nagrania z nami. Wszystko jest podpisane. Oglądamy?
- Jasne! Dawaj od pierwszego.
Ubawiłyśmy się po pachy, opieprzałyśmy się nawzajem próbując iść po ciastka, a gdy dotarłyśmy zaczęłyśmy się nimi obrzucać.
Na naszych pierwszych jazdach, czyszczenie koni. Układ taneczny w wieku sześciu lat (wymyślony przeze mnie). Moje lekcję baletu i gimnastyki, a potem hip-hopu. Roza robiąca zdjęcia zabawkowym aparatem. My udające rozmowę przez telefon siedząc obok siebie. Seans przerwał nam dostawca pizzy.
- Z tej szafki to już wszystkie. W kolejnej są wakacje.
- Zostawmy je na jutro. Chodź, zjemy i ogladniemy jakiś film.
- Jaki?
- A co tam masz?
- Ficka, wszystkie części, Percy, Harry Potter, Władca Pierścieni, Merida Waleczna... - wymieniałam. - ... i Dary Anioła: Miasto Kości.
- To może to ostatnie? Nigdy nie widziałam.
Oglądałyśmy film zajadając się. W końcu Roza położyła głowę na moich kolanach. W takiej pozycji zasnęłyśmy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz