Muzyka

czwartek, 18 grudnia 2014

Od Rozalii

Westchnęłam i opłukałam twarz zimną wodą. Już teraz czułam narastające zdenerwowanie. Dzisiaj 1 września! 1 września! Umyłam starannie zęby i rozczesałam włosy. Za chwilę obudzę Rosemare i zrobimy sobie make-upy i fryzury. Ruszyłam dziarskim krokiem do kuchni. Muszę przezwyciężyć zdenerwowanie... Wdech-wydech-wdech-wydech... Żołądek zacisnął mi się w ciasny supeł. Lekko trzęsącymi rękoma nasypałam Gladiusowi suchej karmy i wymieszałam ją z wilgotnym mięsem. Do drugiej miski nalałam mu czystej wody.
- Gladius! Kici-kici! Śniadanie! - krzyknęłam. Kota nie ma. - GLADIUS TY KUPO FUTRA ŚNIADANIE! - wrzasnęłam trochę za głośno. Zadziałało. Kocur wskoczył do kuchni przez otwarte okno i otarł mi się o nogę.
- Co, miziaku? Wiesz, że trzeba będzie cię wykastrować, co? - uśmiechnęłam się głaszcząc go pod brodą. Uwielbiał to.
- O, już wstałaś! - usłyszałam rozespany głos.
- Dzisiaj wielki dzień, nie mogę mieć worów pod oczami - roześmiałam się.
- Tak, tak, racja. Zrobisz mi płatki? Muszę iść się ogarnąć.
- Jasne, a co dzisiaj Syriusz je na śniadanie? - zapytałam.
- Karmę. Dorzuć mu też kawałek kiełbasy. Jesteś kochana - uściskała mnie i poszła do czarno-fioletowej łazienki. Zagwizdałam na Syriusza, mimo, że wiedziałam, że nie przyjdzie, póki w kuchni jest Gladiusiątko. Zrobiłam mu tak czy siak śniadanie i postawiłam mleko na ogniu. Chciałam sobie zjeść kanapkę, ale nie dałam rady. Nie mogłam nic przełknąć. Wypiłam tylko dwa łyki jakiegoś pomarańczowego soku - zrobiłam to tak szybko, że nie poczułam wcale smaku.
- Jak tam nastrój? - zapytała mnie Rose jedząc płatki.
- Jestem zdenerwowana - powiedziałam szczerze krzywiąc się. Usiadłam, i na kolanach położyłam sobie Gladiusa. Głaszcząc jego mięciutkie futerko, uspokoiłam się nieco.
- E, tam, to pewnie lekka trema. Przecież znasz układ doskonale. Świetnie ci pójdzie! - poklepała mnie moja przyjaciółka.
- Mam nadzieję - uśmiechnęłam się słabo. Wstałam, odkładając kota, który domagał się wyjścia na pole. W piżamie wypuściłam go na dwór. Potem przypomniałam sobie o Gaj, i już miałam wyjść, kiedy powstrzymała mnie Rose.
- Ja ją nakarmię, a ty idź się przebrać. Musimy być ubrane na galowo, więc spakuj nam stroje na występ do reklamówki - powiedziała, a ja uśmiechnęłam się z wdzięcznością. Pośpiesznie się ubrałam i spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy do torby. Po ok. 30 minutach stałyśmy z moją przyjaciółką na przystanku. Nie musiałyśmy długo czekać, aby pojawił się autobus. Większość drogi przemilczałyśmy. Jeszcze tylko 10 minut. Tylko 10 minut... Nerwowo ściskałam pasek od torebki.
- To się nie uda, cholera - wymruczałam od niechcenia,
- Przestań się spinać laska. Wszystko będzie ok, tak? - roześmiała się Rose. Dla niej występy to chleb powszedni. Dla mnie nie.
- Nie - mruknęłam opierając głowę na chłodnej szybie.
- Jesteś beznadziejna psychicznie, ale silna fizycznie, kochanie. Rozluźnienie to połowa sukcesu, zapamiętaj!
- A druga to dać się ponieść muzyce, pierdu, pierdu... Przecież i tak... - zaczęłam, ale Rose krzyknęła:
- Zamknij się łajzo i wysiadaj bo to nasz przystanek! - na te słowa postanowiłam zamilknąć i wyjść na ulicę. Drogę do szkoły pokonałyśmy zadziwiająco szybko. Przez skórę czułam podniecenie Rose. Nie mogła doczekać się tańczenia. Ja miałam ochotę przykryć się kołdrą i rozpłakać.
***
Jakoś znalazłyśmy dyrektorkę, która powiedziała nam co mamy dalej robić. Poszłyśmy na halę sportową, na której miało się odbyć rozpoczęcie roku. To tam gromadzili się wszyscy występujący. Wielu z nich śpiewało, grało na instrumentach, a niektórzy przygotowali skecze. I to wszystko zostało zorganizowane w wakacje! Przy zapisach do szkoły każdy mógł wyrazić chęć wzięcia udziału w festynie. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze. Mam nadzieję. Szybko zrobiłyśmy sobie makijaże. Mój lekki beżowo-czarny makijaż dodał mi odwagi. W tej sukience czułam się naprawdę pewnie! Kolejność biorących udziału w tej szopce była wywieszona na tablicy za kulisami. Byłam trzecia, a Rose przedostatnia. Zazdrościłam jej. No cóż, pozostaje odliczać minuty.
***
Chłopak grający na gitarze właśnie skończył piosenkę. 
- Za ten występ dziękujemy, a teraz poprosimy Rozalię Mayor, która zaprezentuje nam taniec! - usłyszałam z głośników. Był to głos nauczyciela zapowiadającego koeljne występy. Wypuściłam powietrze i poprawiłam wysokiego koka, którego upięła mi przyjaciółka. Kokarda była na miejscu.
- Rozalio, prosimy! - usłyszałam jeszcze raz.
- Bądź silna! - przesłała mi buziaka Rose. Wybiegłam leko na scenę. Matuchno, ile ludzi! Oni wszyscy tutaj chodzą?! Rozlega się muzyka. Akcja! Trzymaj ramę, tancz z gracją! Tu podskok! Tak! Lalalala... Poczuj się jak baletnica! Zawodowa tancerka! Dobrze! Następna zwrotka, wirujesz! Jeszcze tylko refren... Podskok, piruet, lekkość! Ostatnie dźwięki, nic mi się pomyrdało? Ukłon. Plecy proste. Uśmiech na twarzy. Brawa. Łiii... Zbiegam ze sceny.
- I jak było? - zapytałam Rose rozpromieniona.
- Bosko - przytuliła mnie.
***
Po występie Rose, który był fenomenalny, ruszyłyśmy do klasy, ponieważ festyn dobiegał końca. Dziewczyna zagięła wszystkich! 
- Hej, czekaj! Jeszcze tańczy jakieś trio! - powiedziałam patrząc na scenę.
- Faktycznie, zaczekajmy - przytaknęła mi. Z daleka patrzyłyśmy na wygibasy na scenie. Trzy wymodelowane nastolatki prężyły się w rytm muzyki.
- To nie jest zbyt... Wulgarne? - zmarszczyłam brwi.
- Taniec nowoczesny. Na kręcenie dupą nic nie poradzisz - wzruszyła ramionami. Jeszcze raz rzuciłam okiem na scenę. Blondynka, brunetka i ruda - wszystkie trzy ubrane, (a właściwie nieubrane) bardzo skąpo. Mimo okropnej choreografii, trzeba było przyznać, że tańczyły nieźle. Szkoda, że w ten sposób...
- Dziękujemy Connie, Emily i Vielettcie za wspaniałjy występ! A teraz udajcie się do waszych wychowawców, którzy wam wszystko przekażą - dobiegł nasz głos mówiącego. Ruszyłyśmy do naszej sali nr 52 na trzecim piętrze. Musiałyśmy czołgać się po schodach, bo jeżdżenie windą było tyko dla nauczycieli i chorych uczniów.
- Mam nadzieję,  że chociaż wychowawca nan się fajny trafi - mruknęłam.
- Drugiej takiej starej baby jak w gimnazjum nie zniosę! - zajęczała Rose.
- Liczę na faceta.  Faceci są spoko - roześmiałam się.
- Patrz, to chyba nasza klasa - odpowiedziała Rose. Istotnie przed drzwiami stała kupka ludzi - jacyś rozwrzeszczeni chłopacy i poprawiające makijaż dziewczyny, w tym najlepsze Connie,  Violetta i Emily. Od razu nie przypadły mi do gustu. Były zbyt... hałaśliwe,  prostackie i bez kszty skromności. Już zajmowały się ostrym podrywem. Błeh.
Po chwili nadeszła jakaś kobieta... bez makijażu i szpilek, spokojnie mogłaby podać się za jedną z uczennic. Miała może 20 lat? Nie wiem ile potrzeba żeby zostać nauczycielem... wtoczylismy się do klasy. Natychmiast zajęłyśmy dobrą ławkę - koło okna i grzejnika ale z daleka od nauczycielskich oczu. Idealna ławka na ściąganie!
- Witam was wszystkich w nowym roku szkolnym! Nazywam się Daphne Winters i będę waszą wychowawczynią przez następne lata. Jestem tu całkowicie nowa i mam nadzieję, że będziemy się nawzajem szanować i nie przeszkadzać. Kolega  tyłu  słyszał co powiedziałam? - zmierzył a wzrokiem jakiegoś Rudego z tyłu.  - Nie - roześmiał się wrednie chłopak nauczycielka z miejsca wpisała mu uwagę. Chłopak krzyknął jeszcze jakieś przekleństwo i uciszył się trochę.
W tym czasie Rose zaczęła zagadywać do chłopaka siedzącego z przodu. Spojrzałam na nią, a ona uśmiechnęła się tylko cwaniacko i wydęła wargi.