Muzyka

środa, 9 lipca 2014

Od Rosemare

Patrzyłam na krajobraz przez okno, obok mnie siedziała Rozalia śpiąc sobie słodko. Ja właśnie wstałam. Całą noc gadałyśmy, oglądałyśmy filmy, śmiałyśmy się, a samego rana wyjechałyśmy z tatą do naszego nowego domu, ale zbyt padnięte usnęłyśmy w aucie. Dostałyśmy się do prestiżowej szkoły. Ja idę na wydział choreograficzny, a Rozia na dziennikarstwo i dodatkowy profil - fotografię. Moi rodzice kupili nam domek na wsi obok miasta, w którym mamy się uczyć... Trochę źle by się jeździło codziennie do szkoły, jak w jedną stronę jest pięć godzin drogi. Podobno autobus podjeżdża po nas rano, a potem odwozi o tej samej godzinie! A jak się spóźnisz to musisz sam dojechać.
     Wracając do domku. Nie wiemy nawet jak on wygląda. Rodzice kupili go dla nas i wyremontowali. Zobaczymy go po raz pierwszy
        - Przerwa - mruknął tata. - Macie dwadzieścia minut.
     Wyszedł z auta i ruszył w stronę stacji
        - Rozia, pobudka, przerwa - dmuchnęłam jej w twarz.
        - Jeszcze pięć minut. Spać mi się chce - mówiła pod nosem.
        - Mamy tylko dwadzieścia minut, nie wiem kiedy kolejne zatrzymanie. Będziesz miałczała, ze chcesz do ubikacji.
        - Nie będę.
        - Tu jest gorąca czekolada!
        - Coo?! - otworzyła szybko oczy. - Chodź szybko! - wyszła z auta. - Muszę wypić!
        - Hahahahaha. Wiedziałam, że zadziała.
Ruszyłam za nią. Zimny wiatr owiał moje nagie nogi  i ramiona. Mój strój nie był odpowiedni do pogody. Krótkie spodenki, cienka bokserka.
Jest koniec wakacji, a na polu wiecznie pada i leje. Jeszcze tylko dwa tygodnie. Tak prawie na rozpakowanie się, zwiedzenie miasta i zakupy na rok szkolny.
         - Jednak musze do ubikacji.
        - Ja też.
     Po załatwieniu swoich potrzeb, zasiadłyśmy z czekoladą.
       - Ale pyszna - powiedziała Roze.
       - Uwielbiam ją, jest taka słodka, nie to co wszędzie.
       - Nigdy takiej nie piłam.
       - Oby gdzieś tam w mieście była taka, będziemy chodzić po lekcjach - uśmiechnęłam się szeroko.
       - Chodź zabierzemy jeszcze na drogę - wyrzuciła kubek.
       - Nawet podwójną zabiorę - ruszyłam szybka do automatu.
 ***
       - Tato, ile jeszcze będziemy jechać? - spytałam.
   Siedzieliśmy już w aucie gotowi do drogi.
      - Jakieś półtorej godziny? Coś koło tego.
   Ruszyliśmy, a ja założyłam sobie słuchawki włączając muzykę i usnęłam.
***
       - Dojeżdżamy! - podskoczyłam na siedzeniu obudzona. - Jeszcze ten zakręt… i... już! 
     Naszym oczom ukazał się drewniany dom z wielkim ogródkiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz