Patrzyłam na krajobraz przez okno, obok mnie siedziała
Rozalia śpiąc sobie słodko. Ja właśnie wstałam. Całą noc gadałyśmy, oglądałyśmy
filmy, śmiałyśmy się, a samego rana wyjechałyśmy z tatą do naszego nowego domu,
ale zbyt padnięte usnęłyśmy w aucie. Dostałyśmy się do prestiżowej szkoły. Ja
idę na wydział choreograficzny, a Rozia na dziennikarstwo i dodatkowy profil - fotografię. Moi rodzice kupili
nam domek na wsi obok miasta, w którym mamy się uczyć... Trochę źle by się
jeździło codziennie do szkoły, jak w jedną stronę jest pięć godzin drogi.
Podobno autobus podjeżdża po nas rano, a potem odwozi o tej samej godzinie! A
jak się spóźnisz to musisz sam dojechać.
Wracając do
domku. Nie wiemy nawet jak on wygląda. Rodzice kupili go dla nas i
wyremontowali. Zobaczymy go po raz pierwszy
- Przerwa - mruknął
tata. - Macie dwadzieścia minut.
Wyszedł z auta i
ruszył w stronę stacji
- Rozia,
pobudka, przerwa - dmuchnęłam jej w twarz.
- Jeszcze pięć
minut. Spać mi się chce - mówiła pod nosem.
- Mamy tylko
dwadzieścia minut, nie wiem kiedy kolejne zatrzymanie. Będziesz miałczała, ze
chcesz do ubikacji.
- Nie będę.
- Tu jest gorąca
czekolada!
- Coo?! - otworzyła szybko oczy. - Chodź szybko! - wyszła z auta. - Muszę wypić!
- Hahahahaha. Wiedziałam, że zadziała.
Ruszyłam za nią. Zimny wiatr owiał moje nagie nogi i ramiona. Mój strój nie był odpowiedni do
pogody. Krótkie spodenki, cienka bokserka.
Jest koniec wakacji, a na polu wiecznie pada i leje. Jeszcze
tylko dwa tygodnie. Tak prawie na rozpakowanie się, zwiedzenie miasta i zakupy
na rok szkolny.
- Jednak musze
do ubikacji.
- Ja też.
Po załatwieniu
swoich potrzeb, zasiadłyśmy z czekoladą.
- Ale
pyszna - powiedziała Roze.
- Uwielbiam ją,
jest taka słodka, nie to co wszędzie.
- Nigdy takiej
nie piłam.
- Oby gdzieś tam
w mieście była taka, będziemy chodzić po lekcjach - uśmiechnęłam się szeroko.
- Chodź
zabierzemy jeszcze na drogę - wyrzuciła kubek.
- Nawet podwójną
zabiorę - ruszyłam szybka do automatu.
***
- Tato, ile
jeszcze będziemy jechać? - spytałam.
Siedzieliśmy już w
aucie gotowi do drogi.
- Jakieś półtorej
godziny? Coś koło tego.
Ruszyliśmy, a ja
założyłam sobie słuchawki włączając muzykę i usnęłam.
***
- Dojeżdżamy! - podskoczyłam
na siedzeniu obudzona. - Jeszcze ten zakręt… i... już!
Naszym oczom
ukazał się drewniany dom z wielkim ogródkiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz